Święty Mikołaj z Miry

Okres Adwentu rozpoczyna się wezwaniem do gotowości na spotkanie z przychodzącym Chrystusem. Wspomnienie betlejemskiej stajenki z anielskimi chórami i gwiazdą na niebie wpisuje się w nasze oczekiwanie na przyjście Chrystusa w czasach ostatecznych. Kiedy to nastąpi? - nie wiemy. Jaką przybierze formę?- także nie wiemy. Może przyjdzie migocącym płomykiem gromnicy, postępującym chłodem ciała oraz gorącą modlitwą rodziny i przyjaciół stojących wokół naszego łoża śmierci. Okoliczności naszego odejścia nie są istotne, najważniejsze jest przygotowanie na ten moment. Śmierć zamyka wiele rozdziałów naszego życia, ale ostatecznie prowadzi do spotkania z Chrystusem. Do tego spotkania przygotowujemy się przez czujność. Święci są przykładem dobrego przygotowania. Święty Mikołaj staje przed nami na początku Adwentu i wpisuje się w radosne oczekiwanie na święta Bożego Narodzenia. W dziecięcej pamięci czekanie na świętego Mikołaja stawało się wezwaniem do lepszego życia. Dorośli przypominali dzieciom, że gdy będą niegrzeczne, to Mikołaj przyniesie rózgę, a gdy będą dobre mogą liczyć na prezenty. Tak konkretyzowało się w świadomości dzieci wezwanie do czujności na spotkanie z Chrystusem. To wspomnienie z lat dzieciństwa może być także impulsem do czujności w życiu dorosłych. A zatem przywołajmy modlitewną pamięcią św. Mikołaja, biskupa Miry i prośmy, aby jego wspaniałe życie było dla nas wzorem i zachętą do przygotowania się na spotkanie z Chrystusem w czasach ostatecznych.
Nie znamy wielu faktów z życia św. Mikołaja. Jednak ten brak uzupełnia bogata tradycja pisana legendą i wiarą ludu. Św. Mikołaj urodził się około roku 270 w mieście Patara w Azji Mniejszej. Jego rodzice przez długie lata prosili Boga o dziecko. W podeszłym wieku Bóg wejrzał na ich modlitwę. Narodził się im syn, któremu nadali imię Mikołaj. Tradycja mówi, że od niemowlęctwa ręka Boża była nad nim. „Był jeszcze niemowlęciem, a Pan Bóg już dał poznać rodzicom, że ich jedynaka upatrzył sobie do rzeczy wielkich. Co środę bowiem i co piątek nie ssało dziecię pokarmu jak dopiero na wieczór”. Duży wpływ na wychowanie i duchowość Mikołaja miał jego stryj, biskup Miry. To właśnie on widząc w młodzieńcu powołanie kapłańskie, przygotowywał go do stanu duchownego. Mikołaj był człowiekiem ogromnego serca. W czasie zarazy panującej w mieście cały swój czas poświęcał chorym i wtedy też zrodziło się w nim przemożne pragnienie kapłaństwa. Wkrótce z rąk stryja otrzymał święcenia.
Mikołaj dał się poznać jako święty mąż, wrażliwy na ludzką nędzę zarówno materialną jak i moralną. Majątek, który odziedziczył po rodzicach rozdał ubogim. W niesieniu pomocy był bardzo dyskretny, o czym świadczy poniższe wydarzenie zanotowane przez jednego z hagiografów: „W Patara żył zubożały szlachcic z trzema już dorosłymi córkami. Kiedy nędza i niedostatek poczęły bardzo dokuczać rodzinie, wówczas ojciec wpadł na nieszczęsny pomysł, aby córki nierządem na chleb zarabiały. Płakały dziewczęta i zanosiły modły do Boga, a Pan Wszechmogący wejrzał na łzy niewinnych panienek. Wieść o nędzy dziewcząt i okrutnym zamiarze ojca doszła do Mikołaja. Otóż Mikołaj, zakradłszy się pewnej nocy pod dom owego człowieka, wrzucił dlań przez okienko bryłę złota zawiniętą w chustę. Gospodarz ów niespo¬dziewany dar przyjął jako znak od Boga. Żałując swoich niecnych zamiarów, nałożył na siebie pokutę, a najstarszą córkę wydał godnie za mąż. Potem Mikołaj powtórzył po dwakroć swój szlachetny uczynek, tak że pozostałe córki, dzięki jego wsparciu, mogły również znaleźć szczęście w małżeństwie. Wtedy ich ojciec zapragnął gorąco poznać swojego dobrodzieja, bo nie dopuszczał myśli, że worek ze złotem podrzuciły mu anioły z nieba. Przeczuwał, iż na tym się nie skończy, bo miał w domu jeszcze jedną pannę na wydaniu. Toteż w nocy, drzemiąc tylko, baczył, aby nie przegapić nieznanego dobroczyńcy. Wreszcie otrzeźwił go odgłos spadającego na podłogę złota. Ojciec trzech córek wyskoczył na zewnątrz, dostrzegł oddalającą się cicho postać, puścił się pędem za uciekającym człowiekiem. Gdy go do¬gonił, padł mu do nóg i dziękował. Mikołaj nie mógł przeboleć, że jego postępek się wydał, bardzo prosił owego, niemogącego zaprzestać wyraża¬nia swej wdzięczności, człowieka o dyskrecję”.Mikołaj ożywiony gorącą pobożnością i nabożeństwem do Męki Pańskiej postanowił odbyć pielgrzymkę do Jerozolimy. W czasie podróży morskiej zaskoczyła ich wielka burza, wszyscy obawiali się zatonięcia statku. Marynarze zaczęli prosić Mikołaja o wstawiennictwo do Boga. A wtedy jak mówi legenda, święty Mikołaj wzniósł oczy ku niebu, burza uciszyła się i statek ocalał. Kiedy zaś z pomostu spadł marynarz, Mikołaj wzywając imienia Boga wskrzesił go z martwych. Te wydarzenia sprawiły, że św. Mikołaj jest czczony także jako patron marynarzy. Po dotarciu do Ziemi Świętej, z wielką czcią nawiedzał miejsca znaczone życiem, a szczególnie męką naszego Pana. Po nawiedzeniu miejsc świętych, Mikołaj postanowił wrócić w rodzinne strony, a to za sprawą wewnętrznego głosu, który usłyszał w czasie modlitwy: „Mikołaju wróć do swoich owiec, które opuściłeś”.
Po powrocie z pielgrzymki Mikołaj postanowił spędzić życie w ciszy klasztornej. Jednak nie tu było jego miejsce. Znowu w czasie modlitwy usłyszał wewnętrzny głos Boży: „Nie jest to rola, na której pożytek z ciebie mieć mam, idź między ludzi, aby imię moje w tobie było uwielbione”. Udał się, zatem św. Mikołaj do miasta Miry. W tym czasie zmarł dotychczasowy biskup tego miasta. Duchowieństwo wraz z ludem modliło się o szczęśliwy wybór następcy, a ponieważ nie mogli się zdecydować na kandydata, przeto postanowili zdać się na Opatrzność i tego osadzić na tronie biskupim, kto nazajutrz pierwszy przybędzie do kościoła. Mikołaj o niczym nie wiedząc, wczesnym rankiem, po przybyciu do Miry, pierwsze swe kroki skierował do kościoła, aby podziękować Bogu za szczęśliwą podróż. Tam już na niego czekano i oznajmiono mu o wyborze na biskupa. Zdumiony długo opierał się, lecz w końcu zgodził się zostać biskupem Miry.
Św. Mikołaj bardzo sumiennie spełniał swoje nowe obowiązki i jeszcze gorliwiej oddawał się postom, praktykom pokutnym i dziełom miłosierdzia. Podbił serca wiernych nie tylko gorliwością pasterską, ale także troskliwością o ich potrzeby materialne. Cuda, które czynił, przysparzały mu jeszcze większej sławy. Dbał też o to, by podlegli mu kapłani szanowali swą godność i byli wzorem dla wiernych. Raziło go to, że duchowni noszą wytworne szaty i zasiadają przy obfitych stołach. Walczył z tym jednak nie nakazami i zakazami, ale własnym przykładem. Ubierał się bardzo skromnie i ubogie spożywał posiłki. Hagiograf pisze: „Sam na jednej potrawie przestawał, chyba gdy dla gości wezwanych co innego i lepszego dać musiał. Stół jego nigdy nie był bez czytania, a po stole rozmowa o rzeczach poważnych; bo miał zawżdy u stołu swego kilku kapłanów uczonych i dobrego żywota, z których się też rozmowy karmił. Spanie jego tylko do pracy służyło, ranne modlitwy z kapłanami zorze uprzedzały, wschód słońca do kościoła go na odprawienie służby Bożej prowadził. Starał się pilnie, aby każdy kościół miał dobrych i pilnych pasterzy, ażeby go upominali o to, gdzie jego samego pomocy na duchowne i cielesne nędze było potrzeba”.
W czasie prześladowania chrześcijan za cesarza Dioklecjana, ze względu na wielką sławę św. Mikołaja nie skazano na śmierć, tylko na wygnanie z Miry. Gdy na tron cesarski wstąpił Konstantyn Wielki, Kościół odzyskał wolność i Mikołaj mógł już powrócić na stolicę biskupią i dalej kierować z miłością owczarnią sobie powierzoną.
Św. Mikołaj zmarł 6 grudnia około roku 348. Ciało Świętego zostało pochowane z wielką czcią w Mirze. Zaraz po śmierci zaczęto oddawać mu cześć należną świętym. Dnia 9 maja 1087 roku przeniesiono jego relikwie do Bari na południu Włoch. Zaś 29 września 1089 r. papież Urban II uroczyście poświęcił grobowiec Mikołaja w bazylice postawionej ku czci Świętego.









