Bożonarodzeniowa gwiazda

 

Zima. Już kilka dni po kolei padał śnieg. Było jasno, pięknie i przyjemnie. Wasia siedział za oknem, obserwował, jak dzieci bawią się w śnieżki. On bardzo chciał wyjść na podwórko, ale rodzice nie pozwalali.
I każdego dnia z rana, kiedy chłopczyk budził się, biegł do okna, żeby patrzeć, jak wesoło upływa życie dzieci z jego podwórka. Było mu smutno dlatego, że nie mógł wyjść na podwórko, pobawić się z nimi w śnieżki i cieszyć się z każdej śnieżynki, która padała im na twarz.
Wasilij nie rozumiał, dlaczego rodzice tak długo nie pozwalają mu wyjść na dwór. Na początku oni mówili mu, że jest trochę chory i lekarze zabronili na razie na dwór. Ale ciągnęło się tak już kilka dni, a on jako mądre dziecko, rozumiał, że tak długo z powodu prostej choroby siedzieć w domu nie trzeba.
Cały czas pytał ich, kiedy w końcu będzie mógł pójść pobawić się, ale odpowiedź była taka sama, jak i wcześniej, nic się nie zmieniało. Tak mijały dni, tygodnie, a Wasia ciągle siedział w domu. Każdego wieczoru siadał przy oknie smutny jak nigdy, czytał dziecięce bajki i patrzył na niebo. Studiował każdą gwiazdeczkę, myślał, skąd one się biorą i gdzie znikają. A kiedy zasypiał, to myślał, że niedługo święto – Boże Narodzenie i na pewno będzie miał prezenty i choineczkę.
Wasilij był mądrym chłopczykiem, miał 7 lat. Zaczął chodzić do szkoły od 6. roku, uczył się dobrze – najważniejsze, że to mu naprawdę się podobało. Cała rodzina była z niego dumna. Ale pewnego razu Wasilok mocno zachorował. Z każdym dniem było mu coraz trudniej i trudniej wstawać z łóżeczka, ale przezwyciężał siebie, żeby nacieszyć się widokiem z okna i popatrzeć, jak bawią się dzieci. Każdy dzień był dla niego świętem. On cieszył się z każdej padającej śnieżynki. Było mu przykro, że w domu stoją nowe sanki, ale ani razu na nich nie pojeździł.
Ale wszystko to nie było już tak ważne, według tego, co rodzice dowiedzieli się od lekarza. Wasia zachorował na jakąś poważną chorobę, której w takim wieku nie da się leczyć. Dlatego zostawało mu bardzo niewiele. Rodzice nie mówili mu o tym, żeby nie denerwować. Ale Wasilij rozumiał, że z nim coś nie tak, że nie może po prostu siedzieć tak długo w domu. Dlatego przeczuwał, że wkrótce wszystko mu się skończy, światło zgaśnie i nie zobaczy więcej ani przyjaciół, ani rodziców, ani śniegu.
Każdego dnia żył, jakby to był dzień ostatni. Ale mijały dni i Wasia prawie już nie wstawał z łóżka, a tylko patrzył na nocne niebo i zachwycał się jego pięknem. Babcia każdego wieczora czytała mu dziecięce bajki, żeby szybciej zasnął. Niedługo Boże Narodzenie, wielkie święto, ale chłopczyk był już przekonany, że wkrótce wszystko się skończy. Minęło jeszcze kilka dni, rodzice zaczęli ozdabiać dom przed świętami.
Boże Narodzenie. Tego wieczoru Wasia poszedł wcześniej spać. Babcia przeczytała mu bajkę na dobranoc. Chłopczyk popatrzył w okno, jak na niebie wzeszła nowa, młoda i bardzo jasna gwiazda.
Całą noc ona świeciła w okienko, a rano kiedy Wasia się zbudził, to zrozumiał, że choroba ustąpiła. Babcia wszedłszy do pokoju objęła go i powiedziała, że największych cudów dokonuje sam człowiek. Jakie by nieszczęście nie spotykało człowieka, zawsze trzeba wierzyć w lepsze.

Dodatkowe informacje