Bożonarodzeniowy Anioł
Na niebie świeciła gwiazdka, jasna, jak iskierka. Stiopka patrzył na nią, jak zaczarowany.
- Mamo, tato, patrzcie! – Stiopka obrócił się, ale mamy i taty nie było. Dookoła Stiopy byli ludzie, ale rodziców wśród nich nie było. Stiopa zaczął miotać się w tłumie. On widział radosne twarze ludzi, śpieszących na Bożonarodzeniową kolację. Na placu błyszczały różnokolorowymi ognikami choinki, mieniła się iluminacja, dookoła choinek weseliły się dzieci. Stiopka znów poszukał oczami rodziców. Nigdzie ich nie było. Stiopę ogarnął strach z tego powodu, że się zgubił i z oczu dziecka popłynęły łzy. „Czyż można zgubić się w Boże Narodzenie?” – myślał Stiopa. Poszedł szukać rodziców. I oto już plac z różnokolorowymi światłami za plecami. Przed nim jakieś ciemne zaułki i nieznane podwórka. Chłopczyk zaczął głośno płakać. Ugrzązł w zaspie i powtarzał: „Mamusiu, gdzie jesteś?”
Nagle kilka metrów od Stiopy coś zaświeciło. Powiało ciepłem. Stiopa wytarł łzy i poszedł na światło. Przed nim stał… Anioł. On był właśnie taki, jakim Stiopa widział go na ikonie u swego wezgłowia, piękny, jasny, z dobrymi czułymi oczami. Stiopa przypomniał sobie, jak uczyła go modlić się mama i wyszeptał: „Aniele Boży, Aniele święty, wyratuj mnie”. Anioł uśmiechnął się i wyciągnął do chłopczyka ręce. „Nic się nie bój” – przemknęło w głowie Stiopy. „To Anioł ze mną rozmawia” – pomyślał chłopczyk, już całkiem uspokoiwszy się od niedawnego wstrząsu. Stiopa wyciągnął do Anioła swoje maleńkie, gorące dłonie. I tak oni stali: Anioł i maleńki chłopczyk. Śnieżynki padały im na dłonie, a oni patrzyli na siebie i się uśmiechali. Potem Anioł poprowadził Stiopę za sobą. Szli po dróżce w kierunku placu. I nagle Stiopa zobaczył swoich rodziców. Mama płakała. „Tobie pora” – znów przemknęło w głowie chłopczyka. Następnie Anioł delikatniutko popchnął Stiopę w kierunku rodziców.
Mama zobaczyła Stiopę i podbiegła do niego, obejmując i całując. Anioł stał z boku i uśmiechał się. „Dziękuję” – powiedział szeptem Stiopa i pomachał Aniołowi ręką. Ten uśmiechnął się w odpowiedzi i zniknął.
„Kogo ty tam zobaczyłeś, synku?” – zdziwiła się mama.
„Czyż nie widzicie, to przecież Anioł. To on przyprowadził mnie do was. To Bożonarodzeniowy Anioł…”
Jabłoczkina Alina










