JAN PAWEŁ II - POWRÓT DO ŁAGIEWNIK

 

 



Umarła mi mama, byłem dzieckiem jeszcze
Nie umiał łez otrzeć mój ojciec kochany
Przyszedł ból, samotność i dziecięce dreszcze
Matka Kalwaryjska otarła mi rany
Po odejściu brata wiatr wiał prosto w oczy
 Czytałem u Jana od Krzyża o nocy
A potem noc przyszła: wojna, teatr, miłość
Ojciec mój umierał, ja miałem wypadek
W Wadowicach pogrom, wszystko się skończyło
Jak to wytłumaczyć przez czysty przypadek
Dlaczego Bóg milczy i nie wkracza w dzieje
Jak w tej nocy wiary przekroczyć nadzieję
Gdy moja Ojczyzna wolność utraciła
Pracowałem z ludźmi, byłem robotnikiem
Zdrada sojuszników, krew zastygła w żyłach
Zwaliło się na nas niebo z niemym krzykiem
I wtedy głos z wielką usłyszałem siłą
Nie pozwól, by w sercu twym umarła miłość
Ten głos mnie prowadził do samego zdroju Łagiewnickie wzgórze nad kamieniołomem
Zacząłem tam chodzić jak do wodopoju
W drewnianych chodakach, z norwidowskim tomem
Gdy wszystko straciłem, kiedy przyszła trwoga
Odkrywałem w ciszy miłosierdzie Boga o Święta Faustyno, darze polskiej ziemi
Która obróciłaś w szczęście swe cierpienie

Gdy byłiśmy biedni, upodleni, niemi
Pokazałaś światu, czym jest zawierzenie
Nie wiedziałem jeszcze, że z głębi mej rany
U Ciebie przez miłość będę powołany
I że jako Papież powrócę po latach
Tam, gdzie się kapłaństwo moje narodziło
By dokonać aktu zawierzenia świata Miłosierdziu Boga, który z wielką siłą
Wyprowadził z tego, co najbardziej boli

Wówczas mnie, a potem naród mój z niewoli.

Dodatkowe informacje