SMUTEK MA WIELE TWARZY

Jest smutek śmierci, opuszczenia i straty. Z żalu wciska w fotel. Ma zapach zatęchłej kapliczki cmentarnej. To smutek choroby, kiedy człowiek nie ma siły nawet sklecić jednego Zdrowaś Mario, bo słowa z bólu gdzieś mu się gubią.
Taki smutek jest pełen powagi.
Jest smutek będący w nas głosem sumienia, które oburza się na zło, krzywdę i płacz. To smutek, kiedy człowiek cierpi razem z bratem, któremu rozpada się życie. To smutek, który dopinguje nas, abyśmy wyszli z naszego ciepłego gniazdka i współcierpieli.
Taki smutek jest święty.
Ale jest i smutek, kiedy człowiek czuje się jak kropla smoły, w której każdy promyk światła traci swoją moc. Kiedy nie ma siły wstać rano z łóżka, bo czuje, że to wszystko jest bez sensu. Kiedy jedyną odczuwaną przez niego emocją jest rozpacz.
I taki właśnie smutek jest przeklęty.
Czy naprawdę w chrześcijaństwie chodzi o to, żeby być radosnym? Św. Ignacy Loyola mówił o pocieszeniu, które jest niezależne od mojego stanu emocjonalnego. Pocieszenie, czyli znak bliskości Boga, które mogę odczuwać zarówno jako radość, siłę i energię, jak i jako łzy z powodu grzechu czy cierpienia Jezusa. Pocieszenie nie jest równoznaczne z radością, a tym bardziej z wesołkowatością będącą raczej ucieczką od życia. Jestem więc przekonany, że w Kościele nie tyle potrzeba nam przede wszystkim radości, ile poczucia bliskości Chrystusa!
To On jest w stanie wsłuchać się w moją ciszę, pozwalając, aby mój smutek sam się ze mnie wysączył, aby moja dusza się oczyściła. Razem ze mną cierpi, kiedy czuję się połamany przez życie albo przez innych. A w tych chwilach, kiedy wydaje mi się, że wokół mnie jest tylko magmowata ciemność, On powoli i delikatnie sprawia, że twarda skorupa ulega korozji.
Czyli co? Mamy być smutnymi chrześcijanami? Oczywiście nie. Chodzi jednak o to, abyśmy nie bali się panicznie, kiedy w naszym życiu pojawią się cierpienie i ból. W takich sytuacjach człowiek nie jest w stanie przekonać siebie, że powinien być szczęśliwy. Nie działają wtedy żadne sloganowe pociechy. Czasami ma się nawet pokusę, by interpretować to jako zemstę Boga. Tymczasem nawet smutek może być miejscem spotkania z czułym i cichym Bogiem. Kiedy więc słuchamy Franciszka, weźmy pod uwagę, że nie chodzi mu o wesołkowate chrześcijaństwo, ale o Kościół silnie wrośnięty w Chrystusa. To Chrystusa potrzeba nam najbardziej. I to takiego, który jest obecny w konkretnej sytuacji naszego życia!








