RADOŚĆ DOZNANEGO PRZEBACZENIA
„Jezu, ufam Tobie, miłosierny Boże,
jeszcze raz mi przebacz, błagam Cię w pokorze.
Zmiłuj się nade mną w miłosierdziu Swoim,
spojrzyj z miłością i z grzechów mnie obmyj.
Daj mi serce nowe i radość sumienia,
Przywróć nadzieję Twego przebaczenia.
Dawnych naszych grzechów nie pamiętaj, Panie,
Wspomnij na Twoje wielkie zmiłowanie”.
Kiedy decydujemy się przyznać do jakiegoś kłamstwa, niegodziwości wobec bliskich nam osób, boimy się bardzo odrzucenia. Prośba o przebaczenie najczęściej mieszkaw naszym sercu, które przeważnie ściśnięte jest przez lęk.
Przebaczenie nie zawsze jest czymś oczywistym i spontanicznym. Doświadczenie pokazuje, że niejednokrotnie osoba skrzywdzona nie jest w stanie unieść wyznanej winy. Czuje się tak zraniona, że zatrzaskuje przed nami swoje drzwi. Ukąszony odkryciem dramatycznej prawdy, nie potrafi okazać współczucia i poddaje się paraliżowi bólu i nienawiści. Z tego powodu niejednokrotnie się zdarza, że ludzie nie decydują się na taki krok. Żyją – niekiedy latami – w poczuciu winy, niosąc w samotności ten ciężar. Zdarza się również, że swoje samotne cierpienie uważają za należną im karę, a Boga postrzegają jako odwróconego plecami Wielkiego Obrażonego.
Ból z powodu wyrządzonej krzywdy – dopóki przeżywamy go w osamotnieniu – łatwo zamienia się w zabijające poczucie winy. Przebywanie sam na sam z własnym grzechem prowadzi bardzo często do rozpaczy. Brak oddechu doświadczonego miłosierdzia skazuje na duszenie się smutkiem i poczuciem narastającej beznadziei. Pozornie bowiem jesteśmy sami z własną nędzą. Bardzo szybko naszym kompanem, w owym zamkniętym na przebaczenie świecie, staje się ten, którego Pismo nazywa „oskarżycielem” (Ap 12, 10). Z demoniczną rozkoszą stara się on powiększać poczucie winy, tak byśmy, broń Boże, nie rzucili się w ramiona ukochanego Ojca.
Ile brutalnych epitetów, którymi obrzucamy własne serce, podpowiada nam właśnie diabeł – Kłamca! „Jestem beznadziejny, głupi, prymitywny! Po tym, co zrobiłem, Bóg się mną brzydzi. Wszystko zrobiłem źle, zawiodłem na całej linii. Zmarnowałem dary mojego Pana, który dał mi je bym godnie żył, a okazałem się niewdzięcznym zdrajcą!” Każde z tych oskarżeń to kolejny kamień, którym kaleczymy własne serce. Poczucie winy zamyka w mrocznym lochu, w głębokiej izolacji od życia. „Zamyka w grobie, który z czasem zaczyna być naszym domem” (Mk 5, 4n).
Bóg nie namawia nas do poczucia naszej winy. Nie skazuje na samotne rozmyślanie nad popełnionym złem. On pragnie przyjąć nasze szczere przyznanie się do grzechu, słuchając każdego człowieka w swoich ojcowskich ramionach. „Gdy był jeszcze daleko, ujrzał go Ojciec. Wybiegł naprzeciw, rzucił mu się na szyję i ucałował go” – czytamy w jednej z najbardziej przejmujących przypowieści Jezusa. „Kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to, faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: «Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą». Na to Jezus rzekł do niego: «Szymonie, mam ci coś powiedzieć». On rzekł: «Powiedz, Nauczycielu!». «Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?» Szymon odpowiedział: «Sądzę, że ten, któremu więcej darował». On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. I zaraz dodaje: «Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich” (Łk 7, 36–45).
Jezus interpretuje gesty kobiety jako wyraz wdzięczności, która wypełnia jej serce. Zanim ona weszła do domu Szymona, najpierw Pan wielkodusznie wkroczył w świat jej pogubienia i grzechu. Miłosierdzie jest zawsze skróceniem dystansu, przejściem ponad otchłanną przepaścią, którą wykopują nasze grzechy . Bóg nigdy nie zwleka z wejściem, które dom żałoby zamienia w salę weselną. Przychodzi bowiem zwiastun Dobrej Nowiny o darowanym grzechu. Na oczach duchowego bankruta Chrystus niszczy „zapis dłużny starodawnej winy”, który dłużnika skazywałby na więzienie. Prorok Izajasz sławił „piękno stóp zwiastuna radosnej nowiny”. Kobieta, którą Pan nawiedził i wyzwolił, łzami oblewa te piękne stopy, całuje je, wyciera swoimi włosami, namaszcza drogim olejkiem. Tyle wdzięcznej miłości wylewa się z jej serca za darowany dług wyznanych win.
Pokuta jest ufnym oddawaniem się w mocne ramiona Boga, któremu grzesznik z góry dziękuje za przemianę, jakiej w nim dokonuje i będzie dokonywał. Ta ufna radość płynąca z bliskości Miłosiernego, jest wielkim źródłem siły w metamorfozie, którą Nowy Testament nazywa metanoia (przemianą mentalności, postaw, myślenia).
Od momentu objawień, które stały się udziałem św. siostry Faustyny, słowo „ufność” zostało zdecydowanie odniesione do Bożego Miłosierdzia. Oznacza to zachętę do wielu modlitewnych wyznań: „Ufam, że od razu darowujesz mi grzech, gdy żałuję. Ufam, że dasz mi siłę do oderwania się od zła. Ufam, że pomożesz mi naprawić szkody, jakie przyniósł mój grzech. Ufam, że doświadczenie doznanego miłosierdzia otworzy moje serce na tych, którzy mnie ranią”. Tu przypomina się przypowieść o nielitościwym dłużniku. Pokazuje ona sytuację człowieka, który nie potrafi głęboko ucieszyć się i oddychać duchem wdzięczności za otrzymane przebaczenie. Przeżywa zaledwie ulgę, że mu się upiekło. I z tego to powodu, gdy spotyka swojego dłużnika chwyta go za gardło i zaczyna dusić, krzycząc: „oddaj coś winien!” (Mt 18, 28). Znakiem prawdziwej skruchy staje się wielkoduszność w darowaniu win bliźniemu. Wdzięczny – z wdziękiem wybacza.








