Czy czeka nas coś po śmierci?
„Boże mój, Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, jak ziemia zeschła i łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia, więc sławić Cię będą moje wargi.
Będę Cię wielbił przez całe me życie i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie, a usta Cię wielbią radosnymi wargami.
Bo stałeś się dla mnie pomocą i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do Ciebie lgnie moja dusza, prawica Twoja mnie wspiera.”
Całe nasze ludzkie życie zmierza raz powoli, raz szybciej do śmierci- do tego jedynego wydarzenia w naszym ziemskim życiu, w które nikt nie wątpi, ale i też nie uniknie. Każdego z nas nurtuje jedno podstawowe pytanie, na które nie znamy odpowiedzi: „Kiedy nadejdzie ten moment?”. Zmartwychwstanie, życie wieczne, piekło, niebo, czyściec, Sąd Ostateczny…
Normalny człowiek kocha swoje życie, chce być szczęśliwy, chce się spełniać, dlatego odpędza od siebie myśl o umieraniu jak natrętną muchę w lecie. Filozofia dzisiejszego życia promuje młodość, energiczność, sprawność i przyjemności, lecz wstydliwie unika tematu śmierci, bo to nie pasuje do naszego wspaniałego życia bez ograniczeń i odpowiedzialności. Wielu z nas jednak ciągle pyta: „ Czy jest jakaś forma życia po śmierci, „życia po życiu”?”.
Jako ludzie wierzący nie szukamy „dowodów”, bo jeśli je znajdziemy, to nie będzie już wiary, lecz wiedza. Wiara to zaufanie Bogu, dlatego zawsze chcemy odnaleźć odpowiedź w Słowie Bożym, w tym, co Bóg mówi, a On cały czas powtarza nam, że umarli żyją, bo duch jest nieśmiertelny, a człowiek został stworzony na „Boże podobieństwo” (por. Rdz 1, 26).
Jezus objawia najważniejsze sprawy stopniowo, posługując się pojęciami i wyobrażeniami czytelnymi dla ludzi żyjących w danych czasach i kulturze. W Starym Testamencie ukazuje nam, że to Bóg jest sam życiem wiecznym. Wszystko co zostało zapowiedziane w Starym Testamencie znajduje dopełnienie w osobie Jezusa Chrystusa, który przecież przyszedł z Nieba na ziemię, aby codziennie nas prowadzić i wskazywać nam naszą drogę. Jezus upewnia, że Bóg „nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12, 27).
Problem „życia po życiu” można dobrze zrozumieć, gdy wnikliwie przypatrzymy się wydarzeniu na górze Tabor, jakim było Przemienienie Pańskie. Jezus rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem, którzy drogę swojej ziemskiej wędrówki zakończyli kilkaset lat temu. Świadkami tego wydarzenia są wybrani Apostołowie. Jak więc można rozmawiać z kimś kogo nie ma? Przemienienie to uchylenie rąbka tajemnicy, to jakby zasmakowanie w tym, co Bóg przygotował dla ludzkości.
W Nowym Testamencie zawarte jest świadectwo, że życie Boże objawiło się ostatecznie w Jezusie Chrystusie, który jest Zmartwychwstaniem i życiem (por. J 11, 25), a ci którzy słuchają Jego słowa i przyjmują je w wierze, już teraz przeszli ze śmierci do życia (J 5, 24). Po śmierci na krzyżu, gdy Jego martwe Ciało złożono w grobie „wstąpił do piekieł”, a więc nie „wszystko w Nim umarło”. „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł żyć będzie” (J 11, 25). Dzieło Jezusa w pełni zostało wykonane, a kiedy przyszedł czas odejścia z tego świata, zapewnił nas, że: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele... Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14, 1-4).
O tym, co dzieje się z ludzką duszą w momencie śmierci i po niej, dowiadujemy się od wielu mistyków, którzy mieli wizje życia pośmiertnego. Tak oto doświadczenie śmierci opisuje Święta Siostra Faustyna: "Straszna jest śmierć, chociaż nam daje życie wieczne. Nagle zrobiło mi się niedobrze, brak tchu, ciemno w oczach, czuję zamieranie w członkach - to duszenie jest straszne. Chwilka takiego duszenia jest niezmiernie długa... Także przychodzi lęk dziwny pomimo ufności. Pragnęłam przyjąć ostatnie sakramenty św. jednak spowiedź święta przychodzi bardzo trudno, pomimo pragnienia spowiadania się, Człowiek nie wie, co mówi; jedno zacznie, drugiego nie kończy. O, niech Bóg zachowa każdą duszę od tego odkładania spowiedzi na ostatnią godzinę" (Dz. 321)... Pan Jezus tłumaczy s. Faustynie to przeżycie następująco: "Córko moja, (...) wiedz, że tym jesteś sama z siebie, coś teraz przeżywała; a dopiero z łaski mojej jesteś uczestniczką życia wiekuistego i wszelkich darów, których ci hojnie udzielam" (Dz. 1559).
Jeżeli umieramy w łasce uświęcającej, cierpienia przeżywane w momencie umierania stają się wyrazem naszego współuczestnictwa w śmierci krzyżowej Pana Jezusa, poprzez śmierć fizyczną "umieranie z Chrystusem" - zostajemy wszczepieni w Niego w Jego akcie odkupieńczym (por. KKK1010). Tylko "Miłość czysta daje duszy moc w samym konaniu.” - Mówi Pan Jezus do św. Faustyny – „Kiedy konałem na krzyżu, nie myślałem o sobie, ale o biednych grzesznikach i modliłem się do Ojca za nimi. Chcę, ażeby i ostatnie chwile twoje były zupełnie podobne do Mnie na krzyżu. Jedna jest cena, za którą się kupuje dusze - a tą jest cierpienie złączone z cierpieniem moim na krzyżu. Miłość czysta rozumie te słowa, miłość cielesna nie pojmie ich nigdy" (Dz. 324).
Sam Pan Jezus zachęca nas do całkowitej ufności, mówiąc do św. Faustyny: "Wszystkim duszom, które uwielbiać będą to moje miłosierdzie i szerzyć jego cześć, zachęcając inne dusze do ufności w moje miłosierdzie - dusze te w godzinę śmierci nie doznają przerażenia. Miłosierdzie moje osłoni je w tej ostatniej walce (Dz. 1540); (...) Zdaj się cała na Mnie w godzinę śmierci, a ja cię przedstawię Ojcu mojemu jako oblubienicę swoją. Teraz polecam Ci, abyś w szczególny sposób łączyła choćby najdrobniejsze uczynki z zasługami moimi, a wtenczas Ojciec mój spojrzy na nie z miłością, jako na moje" (Dz. 1543);
"Jak jesteś ze Mną zjednoczona w życiu, tak też będziesz zjednoczona w chwili śmierci" (Dz. 1552).
Największym darem, jaki możemy ofiarować naszym bliskim znajdującym się w bliskości śmierci, jest nasza modlitwa, nasza obecność. Nie pozostawiajmy ich samych. Niech nikt nie umiera samotnie za szpitalnym parawanem... W tych tak trudnych dla nich chwilach bądźmy z nimi, pomóżmy im się przygotować na przyjście Jezusa. Zapewnijmy im duchową opiekę - szczególnie możliwość pojednania się z Panem Bogiem w sakramencie spowiedzi św. Módlmy się za nich, by wzbudzili w sobie żal za grzechy, by uświadomili sobie bliskość Boga, by Go zapragnęli. Niech nikt przez nasze zaniedbanie nie umiera bez Jezusa, bez Komunii Św.! O tym, jak ważna jest nasza modlitwa do Miłosierdzia Bożego za konających, pisze św. Siostra Faustyna: "Kiedy weszłam na chwilę do kaplicy, powiedział mi Pan: »Córko moja, pomóż mi zbawić pewnego grzesznika konającego; odmów za niego tę koronkę, której cię nauczyłem«. Kiedy zaczęłam odmawiać tę koronkę, ujrzałam tego konającego w strasznych mękach i walkach. Bronił go Anioł Stróż, ale był jakby bezsilny wobec wielkości nędzy tej duszy; całe mnóstwo szatanów czekało na tę duszę. Jednak podczas odmawiania tej koronki ujrzałam Jezusa [w] takiej postaci, jak jest namalowany na tym obrazie. Te promienie, które wyszły z Serca Jezusa, ogarnęły chorego, a moce ciemności uciekły w popłochu. Chory oddał ostatnie tchnienie spokojnie" (Dz. 1565). Pan Jezus obiecuje: "Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny" (Dz. 1541).
W nauce Kościoła katolickiego życie pozagrobowe znajduje także potwierdzenie w licznych objawieniach Matki Bożej. Najbardziej wymowne jest orędzie fatimskie, gdzie Matka Boża wiele razy mówi o niebie, czyśćcu, piekle, zbawieniu i potępieniu. Szczególnie przerażający jest opis piekła i cierpienia tych, którzy odrzucili miłość Bożą.
"Cała nasza istota domaga się życia pozagrobowego , żeby się spełniły najgłębsze pragnienia, tęsknoty i głód ludzkiego serca. Jesteśmy żądni prawdy bez wątpliwości i niepewności. Tęsknimy za szczęściem bez lęku, bez końca; za światłem bez cienia, bez mroku; jesteśmy spragnieni życia, którego dosięgłaby ręka śmierci. To życie nikomu tego nie daje... Umarli żyją. Domaga się tego istota Boga, Jego sprawiedliwość i miłość. Święci, nienaganni i sprawiedliwi często są prześladowani. Niekiedy cierpią przez całe życie. Cierpią z powodu Boga i dla Boga, a umierają bez nagrody. Ludziom występnym i niemoralnym często układa się wszystko jak najlepiej, jak gdyby ktoś ich wynagradzał za ich zbrodnie. Gdyby wszystko kończyło się w grobie, cnota byłaby karana, a występek byłby nagradzany. Sprawiedliwość Boża nie może na to pozwolić”. Czy takie życie miałoby sens?








