MODLITWA TO ROZMOWA!!!
„Jezu Frasobliwy
na przekór wszystkim
bez parasola na deszczu
z gołymi kolanami
słaby bo bezstronny
nieśmiały jakbyś debiutował wierszem
z prośbą o prostotę
samotny bo spokrewniony ze światem
pewnie martwią Cię ludzie
którzy są jak katechizm
na każde pytanie
muszą mieć koniecznie odpowiedź.”
Ks. J. Twardowski
Modlitwa jest to otwarcie się człowieka na Boga. Jest ona tym lepsza, im głębsza jest nasza wiara: im lepsze jest nasze życie - pełne zaufania Opatrzności Bożej, Jego Miłości i Miłosierdziu, pełne bezinteresownej służby bliźniemu. Ale z drugiej strony, aby życie było dobre, potrzebna jest człowiekowi dobra modlitwa. Bez niej coraz mniej stać każdego z nas na prawdziwą miłość. Każda rozmowa z Bogiem powinna być dla człowieka uciszeniem i uspokojeniem przed Nim. Powinna być spojrzeniem pełnym zachwytu dla Jego piękna, miłości, potęgi i mądrości. Może to być nasze otworzenie się na Boga wtedy, gdy przerażeni, zmartwieni, przygnębieni, zatroskani prosimy Go gorąco o spełnienie czegoś, co jest dla nas bardzo ważne, na czym nam bardzo zależy.
Może to być otworzenie się na Boga, gdy radośni dziękujemy za otrzymane łaski, za spełnione nasze prośby i błagania, za pomoc i opiekę, za osiągnięcia i uratowanie od nieszczęścia. Albo gdy jeszcze oszołomieni Jego mądrością, potęgą, pięknem, wspaniałomyślnością, która choćby na moment nam się odkryła, mówimy Mu słowa naszego uwielbienia. Bądź gdy pełni skruchy, pokory, żalu i gotowi do zadośćuczynienia przepraszamy Go, żeśmy od Niego odeszli, że życie nasze nie było zgodne z Jego wolą, że dopuściliśmy się krzywdy przeciwko ludziom. Wtedy modlitwa jest również spojrzeniem na siebie Jego oczami, aktem samokontroli. I tak modlitwy możemy podzielić na: uwielbienia, przeproszenia, dziękczynienia i prośby. Każda angażuje całego człowieka: jego uczucia i wolę, nie jest wyłącznie aktem intelektualnym.
Pan Bóg przebija się przez potoki naszych słów ze stwierdzeniem: „Mów, kochane dziecko, lubię słuchać twojego głosu… ale daj mi też coś powiedzieć!!”
„Babciu, proszę cię, pomódl się za mnie. Jutro mam test i..." Tak sformułowana prośba w naszych wyobrażeniach znajduje swą oczywistą odpowiedź: babcia chwyta za różaniec, ewentualnie otwiera książeczkę do nabożeństwa polecając Wszechmocnemu Bogu sprawy drogiej wnusi. Mało komu przyjdzie do głowy, że owa kobieta mogłaby otworzyć Pismo Święte, aby uskutecznić babciną miłość.
Problem tak naprawdę nie leży jednak w wieku babci, lecz w rozumieniu istoty modlitwy. W miejsce kochającej babci równie dobrze wpisywałby się rodzic, przyjaciółka, siostra czy kolega. Ciągle pokutuje pośród nas myślenie, że modlitwa to „odmawianie", które w oczach osób niechętnych zyskuje mocniejszą formę „odklepanie" formułek. Nawet jeżeli wzniesiemy się troszkę „wyżej" i wyrazimy sprawy naszego serca w modlitwie spontanicznej, to i tak ciągle jesteśmy na poziomie „mówienia". Czy Bogu podoba się taka modlitwa?
Modlitwa to rozmowa z Bogiem. Rozmowa! Cóż to jednak za rozmowa, jeżeli czynimy z niej jeden wielki monolog, o którym sam Jezus wyraża krytyczne zdanie: „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba” (Mt 6, 7-8). „Pozwólcie Mu tylko napełnić was swymi natchnieniami, pozwólcie Mu tylko poprowadzić swoje dzieło, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4, 13). I tak naprawdę o to poznanie właśnie chodzi!
Bóg pierwszy wzywa człowieka. Jeśli nawet ktoś z nas zapomina o swoim Stwórcy lub ukrywa się daleko od Jego Oblicza, czy też podąża za swoimi bożkami lub oskarża Boga, że go opuścił, to Bóg żywy i prawdziwy niestrudzenie wzywa każdego człowieka do tajemniczego spotkania z Nim na modlitwie. W rozmowie wierny Bóg zawsze pierwszy wychodzi z miłością do człowieka; zwrócenie się ludzi do Pana jest zawsze odpowiedzią. W miarę jak Stwórca się objawia i objawia człowieka samemu człowiekowi, modlitwa ukazuje się jako wzajemne przyzywanie się, jako wydarzenie Przymierza. Wydarzenie to, przez słowa i czyny, angażuje serce. Ujawnia się w całej historii zbawienia (KKK 2567).
Cóż więc znaczy „modlić się"? W dość zwięzły sposób wyraził to 15 sierpnia 2000 r. na placu św. Piotra Jan Paweł II podczas przemówienia do młodzieży całego świata: "Pozwólcie, by Duch Święty was kształtował. Doświadczajcie modlitwy, pozwalając Duchowi mówić do waszych serc. Modlić się, znaczy dać trochę swojego czasu Chrystusowi, zawierzyć Mu, pozostawać w milczącym słuchaniu Jego Słowa, pozwalać mu odbić się echem w sercu".








